Anatomia skoku PO na TK w 2015 r.

Polityka parszywieje. A Platforma, przepraszam, Koalicja Obywatelska kretynieje. Kiedyś przejmowanie organów państwa opierała o pozory legalności. Dziś używa do tego policyjnej  pałki.

Cichy wspólnik

Wydarzenia wokół TK powoduje, że sieć zalewa fala kłamstw. Tak w Polsce, jak i za granicą. Nawet pozujący na obiektywnych komentatorzy przypominając, co jest źródłem tzw. sporu o Trybunał, z reguły skupiają się na tzw. wyborze przez rządzącą wówczas koalicję PO/PSL sędziów „na zapas”.

Politycy (Kosiniak-Kamysz) upraszczają początki problemu, żeby nie powiedzieć, że manipulują. Ale są i tacy, co przekłamują (Aleksander Kwaśniewski). Ten ostatni wskazał dziś trzy nazwiska z przeszłości rzekomo odpowiedzialne za kryzys w TK. Chciał przerzucić odpowiedzialność, to mnie uruchomił.

Dlatego postanowiłem przypomnieć, gdzie leży prawdziwe źródło bezprawnych działań i kto za nie odpowiada. Bo to był prawdziwy spisek. Polityczny skok z podziałem na role.

Przeprowadzę tu prawnicza sekcję zwłok tej dumy demokracji – organu nazywanego Trybunałem Konstytucyjnym. Zrobię to opisując prace Sejmu i postawę ówczesnego prezydenta – B. Komorowskiego. Ten ostatni – działając wprawdzie w ramach swoich uprawnień – ale ewidentnie w złej politycznej wierze, jako cichy wspólnik umożliwił ten skok na Trybunał Konstytucyjny w 2015 r. Skok, który był początkiem końca TK.

Zacznę od przypomnienia, że obowiązująca wówczas ustawa z 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym, o samym wyborze sędziów TK wypowiadała się skromnie. Właściwie powtarzała tylko unormowania konstytucyjne, czyli 15-osobowy skład (art. 5 ust. 1), wybór na 9-letnią kadencję (art. 5 ust. 2), wymóg najwyższych kwalifikacji (art. 5 ust. 3). Określała też podmioty upoważnione do zgłaszania kandydatów w imieniu Sejmu (art. 5 ust. 4: co najmniej 50 posłów lub Prezydium Sejmu). Doprecyzowała prawną formę wyboru, bo w Konstytucji nie zostało wskazane, jaką większością wybierany jest sędzia TK i przy jakim kworum, zasadę wyboru (uchwała Sejmu w sprawie wyboru sędziego Trybunału zapada bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby posłów). Wreszcie wprowadzała obowiązek ślubowania przed Prezydentem RP, określała rotę ślubowania i konsekwencję odmowy jego złożenia.

Wewnętrzny tryb procedowania Sejmu w sprawie wyboru sędziów TK określał też równolegle Regulamin Sejmu w rozdziale 5 (Wybór oraz powołanie i odwołanie organów państwowych), w art. 26-31. Czytaliśmy w ówczesnej wersji, kto może zgłosić wniosek z kandydatami na sędziego TK (Prezydium Sejmu albo grupa co najmniej 50 posłów), jaki jest termin składania wniosku (30 dni przed upływem kadencji), i o procedurze wyboru (opinia komisji, termin głosowania).

Sejmowe możliwości

Kadencja pięciu sędziów TK w 2015 r. kończyła się odpowiednio: 6 listopada (sędzia M. Gintowt-Jankowicz, sędzia W. Hermeliński, sędzia M. Kotlinowski) oraz 2 grudnia (sędzia Z. Cieślak, sędzia T. Liszcz).

Zgodnie ze stanem prawnym wynikającym z ustawy  1997 r., termin na zgłoszenie kandydatów na miejsca zwalniane w listopadzie 2015 r. upływał 7 października, a na zwalniane w grudniu w dniu 3 listopada 2015 r. Gdyby chcieć procedować zgodnie z wskazanymi w tym stanie prawnym terminami, Marszałek Sejmu musiałby skierować wnioski z kandydatami na trzy pierwsze wakaty do właściwej komisji sejmowej najszybciej dopiero w dniu 8 października 2015 r. Dzień 8 października przypadał we czwartek. Komisja prawdopodobnie podjęłaby procedowanie najwcześniej po weekendzie, czyli 13-14 października 2015 r. (wtorek/środa). Jego efektem musiała być pisemna opinia. Mogła ona być przygotowana 14-15 października 2015. Po przyjęciu opinii należałoby przekazać wniosek i opinię posłom, i podjąć procedowanie.

Procedowanie w sprawie wyboru sędziów TK miało wtedy dwa tryby: normalny i przyśpieszony. W trybie normalnym terminarz układał się następująco: Komisja doręcza posłom druk zawierający kandydatury. Poddanie pod głosowanie wniosków nie może odbyć się wcześniej niż siódmego dnia od dnia doręczenia posłom druku. Tym samym realne głosowanie nad kandydatami na wakaty listopadowe w trybie normalnym mogło nastąpić w dniach 22-23 października 2015 r.

W trybie przyśpieszonym (Sejm mógł tak zarządzić w szczególnym przypadku) możliwe było skrócenie procedowania poprzez rozpatrzenie wniosku bez przesyłania go do właściwej komisji i pominięcie terminów związanych z głosowaniem (art. 30 ust. 9 Regulaminu Sejmu, ówczesna wersja). Licząc więc czwartek 8 października 2015 za punkt wyjścia, głosowanie mogłoby odbyć się najwcześniej w piątek 9 października 2015 r. Należy jednak pamiętać, że jeszcze nigdy Sejm nie wybierał sędziów TK bez opinii komisji i gdyby chcieć faktycznie zastosować procedurę przyśpieszoną wyboru sędziów TK, w ostrej kampanii wyborczej wyglądałoby to fatalnie. Dlatego nawet w trybie przyśpieszonym, zwołano by prawdopodobnie komisję na piątek 9 października, a głosowanie odbyłoby się najwcześniej w poniedziałek-wtorek 12-13 października. Co i tak byłoby jednoznacznie negatywne.

Katalizator manipulacji.

Na powyższe nałożyć trzeba jeszcze termin wyborów. Konstytucja mówi, że prezydent wyznacza wybory w dzień wolny od pracy „(…) przypadający w ciągu 30 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu” (art. 98 ust. 2). Czteroletnia VII kadencja Sejmu kończyła się 8 listopada 2015 r. Konkretyzując zasady konstytucyjne, prezydent był zobowiązany zarządzić wybory w 2015 r. nie później niż w dniu 10 sierpnia 2015 r. A zatem mógł tego dokonać zarówno ustępujący prezydent Bronisław Komorowski, jak i obejmujący urząd prezydent Andrzej Duda, ponieważ ten ostatni  rozpoczynał kadencję w dniu 6 sierpnia 2015 r. Za wykonaniem tego obowiązku przez prezydenta Dudę przemawiała polityczna kultura. Zgodnie ze standardami demokratycznego państwa prawa, ustępujący prezydent powinien powstrzymać się od tak fundamentalnej decyzji. Jednak prezydent Komorowski zdecydował się zrealizować to uprawnienie. Podstawę prawną określającą datę wyborów parlamentarnych stanowiło postanowienie z 17 lipca 2015 r., które weszło w życie 22 lipca 2015 r.

Z kolei przekładając na stan faktyczny formalną kwestię dotyczącą samego terminu wyborów, powinny one odbyć się w okresie od dnia 9 października do dnia 7 listopada 2015 r. Skoro termin trzeba było wyznaczyć na dzień wolny od pracy, w grę wchodziły cztery niedziele: 11 października, 18 października, 25 października lub 1 listopada 2015 r. Prezydent Komorowski wyznaczył najdalszą, realnie możliwą niedzielę – 25 października 2015 (w dniu 1 listopada wypadało jednak „Wszystkich Świętych”).

Wybór sędziów i wybory parlamentarne

Najwcześniejszy termin wyborów parlamentarnych przypadał na dzień 11 października 2015 r. Z mojej powyższej analizy wynika, że wybór sędziów TK wg stanu prawnego z ustawy o TK z 1997 r. (i to przy skorzystaniu z nadzwyczajnej procedury przyspieszonej) mógł być przeprowadzony najwcześniej 9 października 2015 r. Standardowy termin wyboru sędziów TK wypadał dopiero na 22-23 października 2015 r. Prowadzi to do następujących wniosków:

Po pierwsze, gdyby prezydent Komorowski wyznaczył termin wyborów na pierwszy możliwy dzień (11 października), albo pozostawił wyznaczenie terminu następcy, który tak by zdecydował, wg starego stanu prawnego (ustawa 1997) nie było możliwe przeprowadzenie procedury wyboru sędziego TK na żaden z wakatów w 2015 r. przez Sejm VII kadencji.

Po drugie, gdyby prezydent Komorowski wyznaczył termin wyboru na 18 października, konieczne byłoby zwołanie dodatkowego posiedzenie Sejmu w tygodniu na koniec którego przypadał dzień wyborów parlamentarnych i wybór sędziów TK musiałby zostać przeprowadzony w trybie przyśpieszonym (w trybie zwykłym głosowanie musiałoby odbyć się w czwartek/piątek przed niedzielą wyborczą), co ujawniłoby zamiar  skoku i byłoby jednoznacznie negatywne wizerunkowo. A praktycznie byłoby raczej niewykonalne.

Po trzecie, gdyby prezydent Komorowski wyznaczył termin wyborów na 25 października, wybór sędziów TK odbyłby się w tygodniu poprzedzającym tydzień, na koniec którego odbywałyby się wybory parlamentarne (tryb przyśpieszony), lub w tygodniu wyborczym (tryb normalny). Wybór byłby również praktycznie niewykonalny. I zagrożony polityczną katastrofą.

Przygotowanie narzędzia

Dlatego zarządzono procedowanie nad nową ustawą o TK. Ja tu przypomnę, że jej projekt został złożony w lipcu 2013 r. Tak w 2013 r., a pierwsze czytanie odbyło się 29 sierpnia 2013 r. Po nim projekt skierowano do prac w komisji. I tam leżał 2 lata.

Sprawozdanie komisji przyjęto dopiero 12 maja 2015 r. Tak w maju 2015 r. czyli już dwa dni po przegranej prezydenta Komorowskiego w pierwszej turze wyborów, ktoś odgrzebał ustawę. I w tym samym dniu, mimo istnienia w tym akcie generalnej podstawy prawnej dotyczącej wyboru sędziów TK, do przepisów końcowych został wprowadzony niesławny art. 137 (wówczas pod nr 135a) umożliwiający wybór sędziów TK na wszystkie wakaty, jakie pojawią się w Trybunale w 2015 r.

Andrzej duda wygrał II turę wyborów 24 maja 2015 r. Procedowanie przyśpieszyło. W dniu 26 maja 2015 r. odbyło się drugie czytanie, a w dniu 27 maja 2015, trzecie czytanie projektu ustawy (głosowanie). Ustawa wpłynęła do Senatu 28 maja 2015 r. W dniu 12 czerwca 2015 r. Senat wprowadził poprawki. Stanowisko Senatu z poprawkami wróciło do Sejmu 12 czerwca 2015 r.. Po rozpatrzeniu poprawek senackich, w dniu 25 czerwca 2015 r. ustawę przyjął Sejm, a 30 czerwca 2015 r. ustawę przekazano do podpisu prezydentowi. Prezydent Komorowski podpisał ustawę 21 lipca 2015 r. Zarządził jej ogłoszenie i po 30-dniowej vacatio legis weszła ona w życie 30 sierpnia 2015 r. Warto też podkreślić, że w toku prac legislacyjnych vacatio legis zostało skrócone, mimo że zmiany wprowadzone w ustawie były rewolucyjne. Wcześniej zaplanowany okres vacatio legis wynosił 3 miesiące. To eliminowałoby całkowicie możliwość wyboru sędziów TK przez Sejm VII kadencji nawet według nowej ustawy.

Kluczowym instrumentem „skoku” była art. 137. Przewidywał on szczególny – 30-dniowy – termin na składanie wniosku  nazwiskami kandydatów w przypadku osób powoływanych na miejsca sędziów, których kadencja kończyła się w 2015 r. Był on liczony od dnia wejścia w życie ustawy. Przyjęto go, ponieważ normalny termin na składanie wniosku z kandydatami z art. 19 tej ustawy wynosił aż 3 miesiące. Skrócony termin upływał 29 września 2015 r.

Dalszy kalendarz był następujący. Ostatnie posiedzenie Sejmu odbyło się 8 października 2015 r. I było to posiedzenie, na którym trzy partie: PO/PSL/SLD dokonały wyboru 5 tzw. sędziów październikowych. Nie podjęto tam żadnych innych merytorycznych rozstrzygnięć (poza sprawozdaniami i informacjami) Fakt ten pokazuje, że było ono specjalnie w tym celu zwołane.

Brak możliwości

I jak zwykle puenta. Najpierw porównawcza. Przepisy dotyczące wyboru sędziów TK, wg stanu prawnego pod rządami ustawy z 1997 r. oraz Regulaminu Sejmu, eliminowały jakiekolwiek praktyczne szanse na przeprowadzenie wyborów sędziów TK nie tylko na wakaty grudniowe, ale nawet na wakaty listopadowe. Dlatego koalicja PO/PSL dogadała się z SLD dzieląc łupy, czyli obsadę stanowisk sędziowskich. I tak 3 kandydatów wyznaczało PO, 1 PSL i 1 SLD. Z tym, że te dwie ostatnie partie jak zwykle cnotę straciły a rubla nie zarobiły, bo wskazały swoich kandydatów właśnie w trybie art. 137. PO miało wskazać w trybie regularnym swoją trójkę.

W efekcie tego spisku doprowadzono do przyjęcia nowej ustawy o TK (a w niej art. 137), a prezydent Komorowski nie pozostawił możliwości ustalenia terminu wyborów parlamentarnych prezydentowi Dudzie. Sam też wyznaczył ich termin na ostatni możliwy dzień wolny od pracy, tj. niedzielę 25 października 2015 r. tworząc przestrzeń czasową umożliwiającą przeprowadzenie wyboru sędziów.

Wnioski ostateczne są następujące. Po pierwsze przyjęcie przez poprzedni Sejm w ostatnich miesiącach jego urzędowania ustawy z 25 czerwca 2015 r. o TK z jej art. 137 miało na celu stworzenie warunków prawnych umożliwiających koalicji PO/PSL obsadzenie wszystkich wakatów w Trybunale zwalnianych w 2015 r. Wg „starego” stanu prawnego PO/PSL nie byłaby w stanie przeprowadzić obsady żadnego wakatu w Trybunale Konstytucyjnym zwalnianego w 2015 r. wcześniej niż w połowie października. Po drugie, w ten spisek zamieszany był prezydent Komorowski, który wsparł manipulację poprzez odmowę pozostawienia decyzji o terminie wyborów parlamentarnych prezydentowi A. Dudzie, aby móc otworzyć perspektywę ułatwiającą koalicji PO/PSL „skok na Trybunał”. Wyznaczenie wyborów parlamentarnych na pierwszy lub drugi możliwy termin (11 lub 18 października, eliminowało – pod rządami ustawy z 1997 r. – taką możliwość całkowicie. Nawet jeśli wybory parlamentarne wyznaczono by na 25 października, przeprowadzenie wyboru sędziów TK byłoby także wątpliwe w praktyce. Dlatego winni nie są A. Duda I B. Szydło, jak nam sugeruje Kwaśniewski. Pierwszy cios zadali TK trzej zabójcy: świadoma swego przekrętu koalicja PO/PSL, SLD chytre na stołek w TK i udający świętego prezydent Komorowski. Otworzyli ranę, z której popłynęła krew. I jak to w polityce, reszta była już naturalna.

I refleksja osobista. Cóż, mimo zdecydowanie negatywnej oceny tego działania, nie mogę się oprzeć refleksji, że kiedyś nie tylko budżet państwa, ale nawet zamachy na organy konstytucyjne robiło się lepiej. Stara szkoła przewidziała najpierw stworzenie pozorów legalności. Elegancja mimo wszystko. Instrumentem była ustawa, a nie policja. Aż łezka się kręci w oku, kiedy to wspominam. Ewidentnie się starzeję. Zresztą nie sam. Politycy KO i ich tzw. eksperci również. Choć ja na szczęście nie głupieję. I tylko śmiać się chce, bo mogli TK przejąć naprawdę łatwo i bezboleśnie, gdyby pomyśleli. To wtedy byłby problem dla Polski.

A zainteresowanych szeroka pogłębioną, naukową analizą tej sytuacji z 2015 r. zapraszam do lektury mojego artykułu naukowego opublikowanego w Przeglądzie Sejmowym 2017, nr 2, s. 75–103. Jest w internecie na stronach Sejmu RP od lat. A z internetu nie da się go już wyciąć. A przeczytać warto. Ustawi spojrzenie na całość problemu.