Kompromis trybunalski, czyli historia się powtarza.

Żadnych kompromisów. Ugody polityczne to stary chwyt, na który rząd chce dziś złapać prezydenta. Wręcz przeciwnie. Więcej dociskania łamiącej prawo koalicji rządzącej. I to na wielu płaszczyznach.

Historyczne analogie

Tak siedzę i słucham telewizyjnych komentarzy różnych polityków i dziennikarzy. Obserwuję internet. I widzę jak w dyskursie publicznym zaczyna rządzić idea tzw. trybunalskiego kompromisu. Zastanawiam się, jak można być tak oderwanym od rzeczywistości. Chodzi o łykanie tych wszystkich tekstów o naprawianiu praworządności i potrzebie ustępstw obu stron. To pokazuje, że Tusk czerpie nauki z historii a dziennikarze i inni politycy już nie. Dlatego łapię za komputer piszę.

Przełom wieku XVII i XVIII był istotny dla rozwoju świata także w płaszczyźnie taktyki wojen. Zakończyły się wojny sprawiedliwe, a rozpoczęły tzw. wojny gabinetowe. Ich ubocznym efektem było wypracowanie takich pretekstów, z których wynikało, że powody wojny leżą po stronie przeciwnika. To takie coś jak Tuskowa koncepcja przywracania praworządności. Winny był zawsze przeciwnik, ale zysk polityczny czy terytorialny miał kraj wymyślający pretekst.  

Doskonale instrumentem tym władał Ludwik XIV, który po 1680 r. w relacjach z Hiszpanią zaczął po prostu wysyłać swe ultimatum, po którym Madryt zmuszony był za każdym razem wypowiadać wojnę. Francja podejmowała więc działania obronne. Wojska francuskie ruszały, zajmowały znaczne fragmenty terytoriów przeciwnika. Następnie rozpoczynano rozmowy pokojowe. Francja szła na kompromis, ustępowała trochę, a w efekcie część podbitych terytoriów i tak zostawała przy niej.

W efekcie terytorium Francji za Ludwika XIV urosło o ok. 40 tys. km. kw. To wielkość dzisiejszej Holandii. I choć w liczbach bezwzględnych może to się wydawać niewiele, to znaczenie strategiczne nowych terenów było olbrzymie. Francja przesunęła granice, aż po linie Pirenejów na południu. Na wschodzi oparła o Ren (Alzacja i Strasburg), na północy zajęła część Flandrii i kilka bogatych miast. Wreszcie na południu ważne tereny na pograniczu ze Szwajcarią. I wszystko dzięki kompromisom, okrągłym stołom i traktatowym ugodom.

Podobnie działały inne kraje. Kiedy Fryderyk II zdecydował się zaatakować Austrię, przedstawił Reichstagowi (1756) Promemorium, w którym zarzucił Wiedniowi złamanie traktatów gwarantowanych przez mocarstwa europejskie i naruszenie obowiązku wobec cesarstwa. I wzywając niebo na świadka, podkreślił, że w tej sytuacji musi podjąć działania zbrojne. Było to skutkiem uznania, że wojnę rozpoczyna państwo wypowiadające, niezależnie od istniejących okoliczności. W efekcie Prusy zyskały status mocarstwa i ich stan terytorialny powiększył się (Śląsk).

Tyle historii. Tu premier Tusk odrobił lekcję. Doskonałym przykładem mojej oceny jest właśnie sytuacja Trybunału Konstytucyjnego. Najpierw użyte zostały osoby, które nie sfinanalizowały procedury swojej kreacji sędziowskiej i oddziały policji zajęły budynek TK. Prezes i wiceprezes zostali wyrzuceni. Trybunał nie działa. Pierwszy etap wojenki 1:0 dla Tuska.

A dziś, czyli na drugi dzień po bezprawiu opartym na pretekście – rzekomym przywracaniu prawa,  ujawnia się szereg klakierów, którzy forsują tzw. kompromis konstytucyjny. Jaki kompromis? To będzie zwycięstwo tych, którzy de facto łamią prawo. O kompromisie to można byłoby rozmawiać, kiedy zostałby przywrócony stan ex ante. W obecnej sytuacji doszłoby do powtórzenia lekcji Ludwika XIV. Rząd może i ustąpiłby odrobinę, ale zyskałby zalegalizowanie osób bez ślubowania. Bo o takie minimum mu chodzi. Na początek. Będzie miał funkcjonujący Trybunał, z przewagą 9 swoich sędziów nad 6 sędziami ze starego składu już w styczniu 2027. I kto mu przeszkodzi wysłać do TK te sprawy z listy ujawnionej przez media. Mimo, że jest to prawnie absurdalne, bo wyroki TK są ostateczne. Nie wolno ich wznawiać. Należałoby więc je umorzyć. Ale doskonale wiemy, że tak się nie stanie. I jakie będą treści nowych wyroków też.

Wniosek jest jeden. Nie słuchać kunktatorów, kretynów i niszczycieli państwa. Rozmawiać tylko o wycofaniu włamywaczy z Trybunału i raczej dociskać bezprawnie działająca koalicję, także – a może szczegónie – na innych polach. Tyle komentarza na gorąco. O tym, gdzie, jak i dlaczego można pokonać łamiącą prawo koalicje, napiszę następnym razem. Także używając jej broni.