Transkrypcja homoaktów małżeńskich: arogancja, czy ignorancja?

Chcecie zobaczyć przykład sędziowskiej ignorancji i merytorycznej naiwności? To sięgnijcie po wyroki polskich sądów administracyjnych w sprawie transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci.

Obrońcy integracji.

Piekło zamarzło. Nigdy nie sądziłem, że będę bronił TSUE. Ale obiektywizm wymaga by podkreślić, że wszystkie negatywne konsekwencje dla systemu prawa w tej sprawie to owoc ignorancji NSA. Unia nie musi tu sama demontować polskiej Konstytucji. Wystarczy, że daje pretekst. A część sędziów polskich, tych niedouczonych, sama to zrobi, lecząc swe kompleksy epitetem „europejskiego” sędziego, obrońcy integracji.  

Polska funkcjonuje dziś w ramach działania trzech systemów prawnych: prawa krajowego, prawa międzynarodowego i prawa UE. Te systemy nie tylko oddziałują na państwo, ale też wspólnie regulują życie mieszkańców Polski.

Czasem jednak wspólnota regulacji nabiera cech konkurencyjności. Ich skutkiem są mniejsze lub większe problemy. Dlatego koegzystencja tych systemów oparta jest na różnych regułach kolizyjnych. Owszem, nawet przy istnieniu takich reguł nie zawsze da się wyeliminować konflikty normatywne. Po prostu są momenty, kiedy nawet przygotowane w tym celu reguły kolizyjne nie zdają egzaminu. Jednak nie jest tak, że w sytuacjach konfliktowych całą winę ponoszą złe przepisy prawa. Już coraz częściej można dostrzec, że w wielu przypadkach zasadniczym powodem kłopotów, z jakimi boryka się Polska w obszarze stosowania prawa, jest wina osób pełniących funkcje państwowe na styku tych systemów. Tak polityków stanowiących prawo, jak i prawników różnej maści, głównie sędziów. Jest to wina wynikająca nie tylko ze złej woli, czyli politycznego zaangażowania, ale także z prostego braku wiedzy potrzebnej do pełnienia tych stanowisk. Dziś mamy kolejny dowód na postawioną przeze mnie tezę. Jest nim właśnie sprawa transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci.

Co mówi Konstytucja?

W art. 18 Konstytucji czytamy, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, (…) znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Liczni przedstawiciele doktryny prawa konstytucyjnego, a także cywilnego, od lat pisali, że z tego przepisu wynika oficjalna definicja małżeństwa w prawie polskim, a tak rozumiane małżeństwo jest też konstytucyjnym dobrem, jednym z dóbr o najwyższej pozycji konstytucyjnej. Świadczy o tym skierowany do państwa nakaz zapewnienia mu nie tylko ochrony, ale również opieki.

Jak w każdym akcie prawnym, w Konstytucji ważna jest również jej systematyka. Małżeństwo w takim kształcie zostało wpisane do Konstytucji w rozdziale I: Rzeczpospolita. Oznacza to, że stanowi zasadę ustrojową państwa, a jako taka ma fundamentalne znaczenie dla kształtowania polityki państwa w zakresie małżeństwa. Tym samym art. 18 Konstytucji ma pierwszeństwo przed wszystkimi regułami pochodzącymi z innych systemów prawa (międzynarodowego i unijnego), które mogłyby na tę politykę wpływać. Tzn. one mogą wpływać, ale nie mogą godzić w istotę małżeństwa ani podważać zobowiązania państwa do jego ochrony i opieki.

I to nie jest mój pomysł. Takie rozumienie znalazło potwierdzenie w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego (wyrok K 18/04). W punkcie 16.6. uzasadnienia czytamy: Małżeństwo (jako związek kobiety i mężczyzny) uzyskało w prawie krajowym RP odrębny status konstytucyjny zdeterminowany postanowieniami art. 18 Konstytucji. Zmiana tego statusu byłaby możliwa jedynie przy zachowaniu rygorów trybu zmiany Konstytucji, określonych w art. 235 tego aktu. W żadnym wypadku, także ze względów formalnoprawnych, zmiana charakteru czy statusu małżeństwa w polskim systemie prawnokonstytucyjnym nie mogłaby przyjąć formy ratyfikowanej umowy międzynarodowej (nawet: ratyfikowanej w sposób kwalifikowany). Taki zaś status zachowuje Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską.

To ostatnie zdanie oznacza, że także art. 21 Traktatu o funkcjonowaniu UE, następcy Traktatu ustanawiającego WE, nie może tego zmienić. Tyle TK, a jakby trochę pogrzebać w orzecznictwie SN, to i tam znajdziemy potwierdzenie powyższego.

A dziś, wbrew temu dorobkowi orzeczniczemu i poglądom doktryny, pojawiają się głosy, że konstytucyjna regulacja nie jest przeszkodą dla wprowadzenia na poziomie ustawowym małżeństw osób tej samej płci. Kosmici. Tak samo jak NSA powołujący się na zasadę pierwszeństwa prawa UE, albo obowiązek uwzględniania obok Konstytucji innych zobowiązań międzynarodowych. W tym wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

I w tym wszystkim nie chodzi tylko o efekt definicji małżeństwa jako związku osób tej samej płci. Siła art. 18 Konstytucji polega także na tym, że nakaz „ochrony i opieki” blokuje możliwość stworzenia sytuacji prawnej, w której związki osób tej samej płci posiadałyby równy lub nawet porównywalny z małżeństwem, o którym mowa w Konstytucji. Niezależnie od nadanej im nazwy. Przyjęcie w ustawie jakiejkolwiek instytucji, która miałaby cechy małżeństwa, jest niemożliwe. Ustanowienie w świetle Konstytucji alternatywnej instytucji o cechach małżeństwa prowadziłoby do sytuacji, w której istniałby dwie kategorie podmiotów. Nie posiadałyby one cechy relewantnej (wspólnej), która uzasadniałaby stosowanie do nich zasady równości w zakresie ochrony i opieki. A ta równość przejawia się właśnie w systemowym katalogu uprawnień, ułatwień i udogodnień. To czyste zastosowanie art. 32 ust. 1 Konstytucji. A mówiąc kolokwialnie, z Konstytucji wynika zasada nierównego traktowania nierównych podmiotów co nakazuje różnicowanie małżeństw heteroseksualnych i ewentualnie innych związków, do których nawet nie można użyć nazwy „małżeństwo”.

Wiem, że Konstytucji nie można tłumaczyć przez definicje aktów niższego rzędu, ale nie mogę się oprzeć stwierdzeniu, że konstytucyjne rozumienie małżeństwa znajduje wsparcie w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.

Co naprawdę orzekł TSUE?

W sentencji wyroku C‑713/23 czytamy, że artykuł 20 i art. 21 ust. 1 TFUE, odczytywane w świetle art. 7 i art. 21 ust. 1 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie uregulowaniom państwa członkowskiego, które ze względu na to, iż prawo tego państwa członkowskiego nie dopuszcza małżeństw osób tej samej płci, nie zezwalają na uznanie małżeństwa legalnie zawartego przez dwóch mających tę samą płeć obywateli wspomnianego państwa członkowskiego w trakcie korzystania z przysługującej im swobody przemieszczania się i pobytu w innym państwie członkowskim, w którym rozwinęli oni lub umocnili życie rodzinne, ani na transkrypcję w tym celu aktu małżeństwa do rejestru stanu cywilnego tego pierwszego państwa członkowskiego, w sytuacji gdy transkrypcja ta jest jedynym przewidzianym przez to państwo środkiem umożliwiającym takie uznanie.

Komentatorzy niemal jednogłośnie przyjęli ten wyrok krytycznie. Szczególne zastrzeżenia budzi wyprowadzenie kwestii transkrypcji z zasady swobody przepływu osób. Nikt nie zastanowił się przez chwilę, dlaczego jest taka odpowiedź? A to proste. Wystarczy zajrzeć do pytania prejudycjalnego, które zadał NSA. Odpowiedź jest pełną odwrotnością zadanego pytania. Głupie pytanie, to i głupia odpowiedź.

Trzeba powiedzieć jasno – pierwotną winę za wszystko, co teraz się dzieje w tej sprawie, ponosi wyłącznie skład orzekający NSA. Po prostu, tak zadane pytanie, jak i reakcja na nie, czyli sam wyrok, są konsekwencją braku znajomości prawa UE, braku wiedzy o Konstytucji RP (o czym było wyżej), a może kłopotów lub nawet braku umiejętności czytania wyroków trybunałów międzynarodowych. I to nie jest złośliwość. W szczególności w tej ostatniej kwestii powinniśmy się więcej uczyć, szczególnie sądy i prawodawca, bo trybunały międzynarodowe – choć po cichu, to jednak znacząco – wpływają na naszą prawną rzeczywistość. W efekcie powstaje prawo krajowe, którym musimy się kierować, a które nie ma nic wspólnego z wyrokiem.

Aby nie być gołosłownym, wskażę, że pierwsze ślady braku wiedzy sędziów NSA można dostrzec w uzasadnieniu do pytania prejudycjalnego. Główny temat i ramy wypowiedzi nie pozwalają na szerokie wywody w tym kontekście, ale przypomnę tylko fragment wypowiedzi na temat Karty Praw Podstawowych. W pkt 3.2.4. pytania NSA znajdujemy zapis: „Z chwilą wejścia w życie Traktatu z Lizbony Karta uzyskała na podstawie art. 6 ust. 1 TUE moc prawną równą traktatom założycielskim. Państwa członkowskie, które przyjęły i ratyfikowały Traktat z Lizbony, w tym Polska, jednocześnie ratyfikowały przepisy Karty.

Pierwsze zdanie jest prawdziwe, ale drugie jest już fałszywe. Gdyby tak było, ratyfikowany akt miałby znaczące konsekwencje konstytucyjne. A poza tym czy można ratyfikować coś, co nie jest umową międzynarodową? Jeśli sędzia NSA pisze o przeprowadzeniu przez Polskę ratyfikacji Karty, to powinien się spalić ze wstydu za swoją prawniczą ignorancję. Albo niech nam wszystkim pokaże akt ratyfikacji Karty. Prawo, szczególnie na styku systemów, nie jest aż tak proste, jak Wasze myślenie o nim, Drodzy Sędziowie NSA.

Drugi zarzut wobec NSA to brak zrozumienia wyroku TSUE. Sędziowie zachłysnęli się sentencją. A trzeba pamiętać, że wyroków trybunałów międzynarodowych nie czyta się tylko poprzez jej perspektywę. Wyrok, szczególnie interpretacyjny, to całość. On tworzy prawo, a dokładnie normatywny sens interpretowanego przepisu. Abstrahuje od stanu faktycznego. Nadaje przepisom treść. Tu uzasadnienie odgrywa zupełnie inną rolę niż w wyrokach sądów krajowych. Ustala autorytatywne punkty odniesienia dla określonego kontekstu prawnego. Tworzy dla sentencji wymiar sprawiedliwości.

Czego nie zrozumiał NSA?

I co takiego istotnego mamy w uzasadnieniu?

Po pierwsze, punktem odniesienia dla tego problemu nie jest małżeństwo, o którym mowa w Konstytucji ani kwestia zrównania z nim małżeństw homoseksualnych. Punktem odniesienia dla małżeństw homoseksualnych zawartych za granicą są małżeństwa heteroseksualne, ale tylko te również zawarte za granicą (pkt 74). Nie chodzi więc o kwestię transkrypcji jako taką, ale o kwestię dyskryminacji (pkt 70) przy transkrypcji. Ale nie ma tu dyskryminacji w różnicowaniu małżeństw krajowych i zagranicznych. Znów brak cechy relewantnej. Chodzi o różnicowanie tych wszystkich zawieranych zagranicą.

Po drugie, transkrypcja jest problemem tylko dlatego, że polskie prawo nie przewiduje innej formy uznawania małżeństw zawartych za granicą (wg prawa kraju zawarcia) na potrzeby wykonywania praw przewidzianych w art. 21 TFUE (pkt 69) niż właśnie transkrypcja. A to do państwa należy ustanowienie odpowiednich procedur uznania takich małżeństw (pkt 68). Na pewno mogą więc być inne niż dla małżeństw krajowych. Zresztą warto też przemyśleć, czy takie przepisy czasem nie mogą choćby częściowo różnicować zagraniczne małżeństwa hetero i homo? Muszą przecież spełniać tylko jeden wymóg minimum – umożliwiać korzystanie ze swobody przepływu. To jest problem różnicujący, który TSUE kazał rozwiązać.

Po trzecie, celem do osiągnięcia nie jest wprowadzenie w drodze traktatowej do systemu prawa krajowego małżeństw homoseksualnych, choćby poprzez skutki transkrybowanego aktu małżeństwa, lecz umożliwienie realizacji prawa traktatowego, jakim jest swoboda przepływu. TSUE kilkakrotnie powtarza, że kwestie małżeństwa należą do zakresu kompetencji wyłącznych państwa (pkt 47 i 61).

Powyższe okoliczności, jak i szerszy kontekst sprawy, wskazują, że wyrok pozostawił państwu znaczną swobodę w doborze środków służących realizacji wskazanego celu i usunięciu zarzutu dyskryminacji – bez konieczności wprowadzania sprzecznego z Konstytucją zrównania zagranicznych związków jednopłciowych z małżeństwem w rozumieniu konstytucyjnym. A NSA zamiast pomyśleć zaczął nas epatować hasłem, że musimy dokonać transkrypcji, bo prawo UE tego od nas wymaga. I zasłaniać się zasadą pierwszeństwa prawa UE.

Rzadko chwalę TSUE. Ale wszystko mogło zostać rozwiązane zgodnie z Konstytucją i spełnić wymogi wyroku TSUE. Tylko NSA nie powinien zastępować Sejmu. Trzeba było zawiesić postępowanie, a problemem powinien zająć się parlament. I dojść do konsensusu, najlepiej ponadpartyjnego. Tymczasem skład orzekający poczuł się panem sytuacji. Dostał licencję od TSUE, to zaszalał. I nakazał transkrypcję, i to w ciągu 30 dni (o ile się nie mylę), mimo braku dostosowania przepisów o transkrypcji oraz braku przygotowania całego systemu prawa. Po prostu kazał  działać bezprawnie.

A w ten sposób wydał wyrok sprzeczny z Konstytucją. I to wcale nie chodzi tylko o jej art. 18. To również art. 8, art. 10 i art. 32. Więcej tu nie piszę, bo felieton zmieni się w elaborat. Ale zachęcam do poszukiwania kolejnych sprzeczności. Bo jest ich więcej. I te sądowe bzdury  dostarczyły też  politykom uzasadnienia do tworzenia regulacji na poziomie rozporządzeń i ustaw (co jest już zapowiadane), potencjalnie również naruszających Konstytucję. 

W tym całym bałaganie jednak najbardziej drażni mnie sędziowski brak wiedzy, kiedy sędziowie powołują się na wyroki ETPC lub chcą bezpośrednio stosować Konwencję o ochronie praw człowieka. Ludzie, zapamiętajcie sobie, że o tym co z prawa międzynarodowego sędzia stosuje, albo wręcz co widzi w ramach swojej aktywności sądowej, mówi Konstytucja, ewentualnie niektóre ustawy. Powtórzę – Konstytucja RP a nie prawo międzynarodowe.I jest to bardzo wąska perspektywa. A fakt, że Konstytucja mówi o bezpośrednim stosowaniu ratyfikowanych umów międzynarodowych, a części z nich przypisuje nawet z atrybut pierwszeństwa przed ustawą (art. 91), nie oznacza, że każdą z nich można tak stosować. Taka umowa musi spełniać jeszcze szereg standardów technicznych i wymogów prawnych (międzynarodowych i konstytucyjnych). A ta Konwencja ich nie spełnia. Zainteresowanym polecam lekturę: Konstytucyjne granice bezpośredniego stosowania umowy międzynarodowej przez sądy w Polsce – OpenLEX

Aha i jeszcze jedno. Interpretacja przepisów krajowych w świetle prawa międynarodowego (tu wspomnianej Konwencji), tez ma swoje granice – jest nimi Konstytucja i logika prawnicza. A szczególnie zasady wykładni.

Jakie problemy powstaną?

A teraz trochę spekulacji. Już widać, że prosta transkrypcja zagranicznych aktów małżeństw osób tej samej płci mocno przekracza wymogi wskazane w wyroku TSUE, a więc wynikające z art. 21 TFUE. Osoby pozostające w takich małżeństwach otrzymają akty małżeństwa, które uruchomią lawinę konsekwencji. Już dziś ZUS zapowiada, że będzie je uwzględniał przy rozpatrywaniu spraw z zakresu ubezpieczeń społecznych. Wywołuje to pewne oburzenie, ale dlaczego nie? Osoby ubiegające się o taki akt potrzebują go nie po to, by powiesić go na ścianie w salonie. Chcą skorzystać z konsekwencji takiego aktu. A to będą dokumenty urzędowe, które posiadają atrybut domniemania prawdziwości i prawdy wskazanej w nich treści. Wystarczy zajrzeć do art. 3. Ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego, gdzie czytamy: Akty stanu cywilnego stanowią wyłączny dowód zdarzeń w nich stwierdzonych; ich niezgodność z prawdą może być udowodniona jedynie w postępowaniu sądowym.

I kto zabroni tym ludziom korzystać z tych aktów we wszystkich sprawach, nie tylko na potrzeby swobody przepływu? Do tego samego dojdzie w innych urzędach. W konsekwencji wpłynie to na możliwość korzystania przez takie małżeństwa z szeregu praw przewidzianych w systemie prawnym dla małżeństw konstytucyjnych. Może będą problemy związane z kodeksem rodzinnym i opiekuńczym. Ale głowy za to nie dam. Jedno wydaje się natomiast bezsporne – system prawny ulegnie poważnemu rozchwianiu. Korzystanie z małżeńskich ulg podatkowych odczuje również budżet, choć – o ile dobrze pamiętam – chodzi tu o budżet samorządowy, jako że to tam trafia podatek dochodowy. Dla budżetu centralnego nie powinno mieć to większego znaczenia.

Dziś szanse na zatrzymanie tego cyrku są już żadne. Premier wziął sprawę na sztandary, bo ktoś mu pewnie policzył słupki notowań przedwyborczych. Dlatego już teraz należy raczej myśleć o tym, jak usunąć przyczyny i konsekwencje tych działań po dojściu do władzy koalicji partii politycznych szanujących Konstytucję. A łatwo nie będzie.

I pomyśleć, że wszystko będzie skutkiem braku wiedzy sędziów. Otrząśnijcie się w tym NSA, Nie zapominajcie, że sądownictwo administracyjne jest jednym z systemowych strażników porządku konstytucyjnego – obok TK i SN. A konkretnie strażnikiem legalności działania administracji publicznej. A kwestia transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci, to nie jedyne pole, gdzie psujecie państwo. Stąd polecam też coś o strażnikach systemów: Relacja między systemem prawa krajowego a systemem prawa unijnego z perspektywy instytucjonalnej: strażnicy systemów – OpenLEX