Nasze Polskie (P)osły
Jeśli w Sejmie mamy takich Ojców Narodu, jak autorzy (kolejnej) uchwały o przywracaniu praworządności w TK, to nie dziwne, że Polska się sypie.
Wspomnień czar
Przed wielu laty, w swojej publikacji w dzienniku Rzeczpospolita, rzuciłem rękawice. Napisałem, że jeśli ktoś mi pokaże wyrok Trybunału Konstytucyjnego, w którym orzeczono, że zostałem wybrany na sędziego TK niezgodnie z prawem, to sam zrezygnuję. Wskazałem też podstawy prawne swojego powołania, które są inne niż się powszechnie sądzi. Lata minęły, ja skończyłem swoją kadencję w TK, a nikt rękawicy nie podjął. I w sumie to się nie dziwię, bo wyroku TK uznającego podstawy prawne mojego powołania za niekonstytucyjne po prostu nie ma. Są tylko mity i marzenia niektórych nieuków.
Sprawa ta jest już bezprzedmiotowa, ale co jakiś czas w przestrzeni publicznej pojawiają się wytwory, a może potwory, poselskiego intelektu, gdzie grupa tzw. „ojców narodu” próbuje mną pomiatać. To się odzywam.
Zacznę od tego, że w Trybunale Konstytucyjnym nigdy nie szanowano wiedzy posłów. Były Prezes Rzeplińskie miał w zwyczaju przeliczać sędziów TK na liczbę posłów (tzw. jakość ważona sędziego). Doskonale pamiętam, jak któregoś dnia po moim wyborze, tłumaczył mi jak ważne stanowisko będę pełnił. I tak dowiedziałem się, że jako sędzia TK jestem wart 30 posłów, kiedy orzekam w pełnym składzie, 92 kiedy w składzie pięcioosobowym, a ponad 150 kiedy w składzie trójkowym. To jest moc mówił.
Jak patrzę na ostatnie produkty Sejmu, to jednak nie wydaje mi się, aby był to powód do dumy. Tym bardziej, że na korytarzach trybunalskich funkcjonowało bardziej siermiężne sformułowanie. Sędziowie, przynajmniej niektórzy, a po nich nawet urzędnicy używali jednego sformułowania. „Co tam nam te Nasze (p)osły znów przysłały”, pytano z uśmiechem. Z naciskiem na nieme „P” w wyrazie „posły”.
I kiedy dziś czytam projekt uchwały w sprawie działań niezbędnych do zapewnienia spełniania przez Trybunał Konstytucyjny wymogów sądu ustanowionego na mocy prawa, niezawisłego i bezstronnego, opublikowany w druku 2316, te wspomnienia sprzed wielu lat same cisną mi się do głowy. Bo coś w tym jest. Pod projektem jest podpisana grupa osób, która nie krępuje się firmować swoim nazwiskiem zawartych w nim bzdur. Prawdziwe Polskie (P)osły.
Wspomniana uchwała oparta jest na 4 filarach:
- po pierwsze, podobno (ze względu także na moją osobę) TK nie spełniał i do dziś nie spełnia wymogów sądu ustanowionego na mocy prawa;
- po drugie, powołanie byłej Prezes TK (JP) zostało przeprowadzone bez wymaganej prawem uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK;
- po trzecie wybór obecnego Prezesa TK jest obarczony tymi samymi wadami, co wybór byłej Prezes;
- po czwarte, TK orzekł o bezprawnym pozbawieniu trójki sędziów możliwości objęcia urzędu w skutek odmowy przyjęcia ślubowania przez ówczesnego Prezydenta RP.
Sąd ustanowiony ustawą
W pierwszym kontekście odpowiem, że wyjątkowo zgadzam się z posłami. TK nie spełniał i nie spełnia warunków sądu ustanowionego ustawą. Z bardzo prostego powodu. Bo nie musi. Bo nie jest sądem. Zgodnie z art. 10 ust. 2 Konstytucji RP, Trybunał Konstytucyjny jest organem władzy sądowniczej. Jednak w przeciwieństwie do sądów, Trybunał nie sprawuje wymiaru sprawiedliwości, a więc nie rozstrzyga spraw (sporów) cywilnych i karnych podmiotów indywidualnych. Art. 175 ust. 1 Konstytucji RP stanowi bowiem, że „Wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe”.
Polski ustrojodawca świadomie wyróżnił wśród organów władzy sądowniczej sądy i trybunały (zob. art. 10 ust. 2 i art. 173 Konstytucji RP) i przypisał im odrębne role, zadania i kompetencje. O celowym działaniu twórców Konstytucji RP świadczy to, że do określenia tych organów zastosowano odrębne nazwy, a w rozdziale VIII Konstytucji „Sądy i Trybunały” wskazano wspólne przepisy dla obu grup organów (art. 173-174) oraz przepisy szczególne odrębne dla sądów (art. 175-185), odrębne dla Trybunału Konstytucyjnego (art. 188- 197), i dla Trybunału Stanu (art. 198-201). To znaczy, że Trybunału Konstytucyjnego nie można utożsamiać z sądem, który realizuje prawo do sądu, o którym mowa w art. 45 ust. 1 Konstytucji.
Okoliczność, że Trybunał Konstytucyjny nie jest sądem w znaczeniu konstytucyjnym potwierdzają przedstawiciele doktryny prawnej (zob. np. L. Garlicki, Polskie prawo konstytucyjne. Zarys wykładu, Warszawa 2004, s. 375; P. Gregorczyk, K. Weitz, Komentarz do art. 45, [w:] Konstytucja RP. Tom I. Komentarz do art. 1-86, red. M. Safjan, L. Bosek, Warszawa 2016, Legalis, Nb 66). Doktryna podkreśla też, że gwarancje procesowe w postępowaniu przed tym TK są wywodzone co do zasady z ogólnej zasady sprawiedliwości proceduralnej wynikającej z art. 2 Konstytucji RP, tj. z zasady demokratycznego państwa prawnego (zob. K. Wojtyczek, Prawo do wysłuchania w postępowaniu kontroli norm przed Trybunałem Konstytucyjnym. Wybrane zagadnienia, [w:] Państwo i prawo wobec współczesnych wyzwań. Zagadnienia prawa konstytucyjnego. Księga jubileuszowa Profesora Jerzego Jaskierni, t. 3, red. R.M. Czarny, K. Spryszak, Toruń 2012, s. 438 i n.). Ich źródłem nie jest natomiast standard prawa do sądu z art. 45 ust. 1 Konstytucji RP.
Nawet w uzasadnieniu wyroku z 9 grudnia 2015 r., sygn. K 35/15 (OTK ZU nr 11/A/2015, poz. 186), TK potwierdził wyżej wskazane stanowisko. Czytamy tam, że „Ustrojodawca wyraźnie bowiem rozróżnia sądy i trybunały (art. 10 i art. 173 Konstytucji), jak również enumeratywnie wymienia organy będące sądami, zaliczając do nich SN, sądy powszechne, sądy administracyjne, sądy wojskowe oraz sąd doraźny (art. 175 Konstytucji). To oznacza, że TK nie jest sądem w rozumieniu art. 175 Konstytucji, choć niewątpliwie jest organem władzy sądowniczej będącej władzą odrębną i niezależną od innych władz.
Dodatkowym argumentem, który nie pozwala uznać Trybunału Konstytucyjnego za sąd, w rozumieniu art. 45 ust. 1 Konstytucji są jego kompetencje (zob. art. 188, art. 122 ust. 3, art. 133 ust. 2 oraz art. 189 Konstytucji RP i art. 193 Konstytucji RP, art. 131 ust. 1). One jasno pokazują, że TK to organ rozpoznający sprawy dotyczące hierarchicznej zgodności prawa i określone sprawy o charakterze ustrojowym.
Na marginesie wskażę jeszcze, że wyroki TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne (art. 190 ust. 1 Konstytucji), ale nie mają skutku kasatoryjnego, jak wyroki sądowe. To znaczy, że nie uchylają orzeczeń i innych rozstrzygnięć wydanych na podstawie przepisów, które zostały następnie uznane przez Trybunał za niekonstytucyjne. Nawet w sprawach zainicjowanych skargami konstytucyjnymi, Trybunał nie orzeka ani o wyrokach, które ukształtowały prawa lub obowiązki skarżących, ani też o sposobie zastosowania przepisów w konkretnej sprawie. Nie jest więc sądem. Ani pierwszej instancji, ani drugiej, ani nawet trzydziestej trzeciej.
Powyższe także podkreśla sam TK w swoim orzecznictwie (zob. wyrok TK z dnia 12 listopada 2002 r., sygn. SK 40/01, OTK ZU nr 6/A/2002, poz. 81, którego sprawozdawcą był sędzia M. Safjan).
Tak samo ujmuje to doktryna (zob. A. Bisztyga, Polska skarga konstytucyjna czy dopełnienie systemu ochrony praw jednostki? [w:] A. Nowak (red.), Wokół problematyki cywilnoprocesowej. Studium teoretycznoprawne. Księga pamiątkowa dla uczczenia pracy naukowej Profesora Kazimierza Korzana, Katowice 2001, s. 60; Z. Czeszejko-Sochacki, L. Garlicki, J. Trzciński, Komentarz do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, Warszawa 1999, s. 164-165).
I tu skończę, choć można byłoby pisać dłużej. TK nie jest sądem i nie zmieni tego fakt, że za „sąd ustanowiony ustawą” chcieliby go uznać politycy koalicji rządzącej, czy nawet jacyś sędziowie trybunałów międzynarodowych. To zwykła manipulacja, aby tą ścieżką dosięgnąć TK w tym całym procesie wydrążania kompetencji organów państwa przez instytucje międzynarodowe. Bo innych dróg, by dosięgnąć TK, po prostu nie ma. Konstytucja jest jaka jest. Nawet jak obecna koalicja wybierze nowych sędziów, to TK też się sądem ustanowionym ustawą nie stanie. A (p)osły nawet nie widzą, że są narzędziem w rękach wrogów polskiej państwowości. Uzda czy klapki na oczach?
Uchwała o wyborze Prezesa
Jeśli chodzi o rzekome powołanie byłej Prezes TK bez uchwały, to polemizował nie będę. Nie ma sensu. Na mojej stronie internetowej www.mariuszmuszynski.pl można ciągle znaleźć skan tej uchwały, której podobno nie ma (zob. wpis z 6 marca 2024 r. pt. „O głupocie i lenistwie rzekomych obrońców praworządności”, in fine). Nawet z potwierdzeniem i datą wpływu do Kancelarii Prezydenta. To samo dotyczy powołania obecnego Prezesa. Skan uchwały wskazującej kandydatów na Prezesa TK można pewnie otrzymać w ramach dostępu do informacji publicznej. Wystarczy spytać zamiast pisać głupoty.
Poziom robienia społeczeństwa w przysłowiowego konia przez polityków jest w tym miejscu zbyt przesadny, by podejmować jakąkolwiek dyskusję. Na taką lipę, jak wybór kandydatów na Prezesa TK bez uchwały, o której mówi ustawa, nikt by sobie nie pozwolił. A Prezydent bez doręczonej uchwały nie powołałby Prezesa TK.
W tym miejscu odniosę się natomiast do stwierdzenia, że TK orzekł o bezprawnym pozbawieniu możliwości złożenia ślubowania trójki sędziów wybranych w październiku 2015 r. Tego bezprawia miał się rzekomo dopuścić Prezydent AD. I zacznę od podobnego pytania, jak w sprawie wyroku, gdzie TK miał rzekomo orzec o moim bezprawnym wyborze. Proszę pokazać ten fragment sentencji wyroku, gdzie TK stwierdził, że Prezydent działał nielegalnie. Może chociaż podać sygnaturę właściwego dziennika ustaw, gdzie ten wyrok został opublikowany.
TK tylko raz wypowiedział się o ślubowaniu sędziów TK. Miało to miejsce w pkt 5 wyroku K 34/15. Czytamy tam, przepis ustawy przewidujący ślubowanie osób wybranych „rozumiany w sposób inny, niż przewidujący obowiązek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału wybranego przez Sejm, jest niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji”.
Prawo trzeba nie tylko znać, ale i rozumieć. Dlatego nie będę nawet tłumaczył, że wyrok K 34/15 został wydane już po fakcie objęcia urzędu (ślubowania) przez komplet sędziów wybranych w grudniu 2015. Nie było urzędu do objęcia. I tak nic nie da. Podkreślę jednak, że TK skorzystał tu z formuły orzeczniczej interpretacji ustawy. A od 1997 r. nie miał już uprawnień do wydawania wiążących interpretacji ustaw. Nie mógł więc Prezydentowi narzucać rozumienia przepisu. Ani niczego innego. Dlatego to nie Prezydent AD działał nielegalnie, tylko TK w nielegalny sposób, próbował coś na Prezydencie wymusić.
Wiele można by jeszcze pisać o tym projekcie uchwały. Ale po 10 latach tłumaczenia, że białe nie jest czarne, nie mam ochoty tracić zbyt dużo czasu na walkę z wiatrakami, ani tym bardziej z (p)osłami. Ci ze swoim poziomem wiedzy i tak tego nie zrozumieją.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że jak donoszą media, treść projektu była konsultowana z jednym z kandydatów rządzącej koalicji na sędziego TK. I on to przepuścił w tej wersji? To na zakończenie muszę zapytać, co kandydat z takim poziomem wiedzy chce w tym TK robić? Parzyć kawę kolegom ze składu?